Serce jest tylko jedno- cz.V SANATORIUM POSZPITALNE

Sanatorium Równica

Serce jest tylko jedno- cz.V SANATORIUM POSZPITALNE

Z perspektywy weterana

poniższy tekst i kolejne są zapiskami człowieka, który przeżył zawał i jego leczenie. Jest próbą zwrócenia uwagi na potencjalne niebezpieczeństwo jego wystąpienia, oznaki i prawidłowe postępowanie podczas zawału jak i po zakończeniu szpitalnej interwencji.

Teksty z tego cyklu NIE są próbą krytykowania lekarzy czy służby zdrowia, mają na celu zwrócenie uwagi potencjalnych pacjentów na zagrożenia z których często nie zdajemy sobie sprawy i możliwości jakie daje nam obecny system, dla maksymalnego powrotu do zdrowia.

Skierowanie do sanatorium poszpitalnego o profilu kardiologicznym dostałem stosunkowo szybko, bo niecały miesiąc od wysłania wniosku. Wyznaczono mi dwutygodniowy termin, w którym miałem stawić się w Szpitalu Uzdrowiskowym RÓWNICA w Ustroniu. W skierowaniu było jasno napisane, że poza kosztami przejazdu nie ponoszę żadnych innych, wszystko pokrywa NFZ, łącznie z opłatą klimatyczną.

Wcześniej zadzwoniłem do uzdrowiska (na maile nie otrzymałem odpowiedzi) po informacje co mam ze sobą zabrać, a więc strój do ćwiczeń, łącznie z butami do gimnastyki, typu tenisówki, duży i mały ręcznik, strój do spacerów (dres, kurtka, buty sportowe) no i to co zwykle zabiera się na trzy tygodniowy wyjazd.

Po zameldowaniu się w recepcji, otrzymałem klucz i „obiegówkę”, dyżurna pielęgniarka zrobiła krótki wywiad i wyznaczyła godzinę wizyty u lekarza.

Wizyta wyglądała tak, że opowiedziałem mu o moich dolegliwościach a ten wypisał kartę zabiegów, znalazły się tam ćwiczenia na sali gimnastycznej na kręgosłup, wysiłkowe na serce, kąpiele w wannie z hydromasażem, ale zabiegiem codziennie stosowanym była inhalacja roztworem fizjologicznym. Generalnie pan doktor najmniej uwagi poświęcił sercu właśnie.

Kiedy w czasie pobytu poprosiłem lekarza o konsultacje z kardiologiem, ten odmówił, twierdząc, że takowy w uzdrowisku nie przyjmuje (!). Zauważmy, że to kompleksowe uzdrowisko poszpitalne, w którym wykonuje się odpłatnie zabiegi koronarografii!

Gdy poprosiłem pod koniec pobytu o EKG wysiłkowe, odmówił, (można było zamówić sobie tę próbę za własne pieniądze) zaordynował za to test marszowy polegającą na chodzeniu po korytarzu na określonym odcinku w tę i z powrotem przez określony czas, monitorowane powinny być: częstość rytmu serca i saturacja (nasycenie krwi tętniczej tlenem) oraz – przed rozpoczęciem i po zakończeniu testu – częstość oddechu i ciśnienie krwi. W moim przypadku monitorowane było jedynie tętno i ciśnienie krwi.

Podczas pobytu w tym sanatorium jedyne badania jakim zostałem poddany to było mierzenie ciśnienia, cukru w krwi (z palca), osłuchiwanie stetoskopem, wspomniany wcześniej test i na moją prośbę EKG, gdy po zejściu ze szczytu Równicy poczułem osłabienie i dolegliwości w klatce piersiowej.

Widząc co się dzieje, postanowiłem zadbać o serce sam. Sanatorium leży na zboczu masywu górskiego, nad miasteczkiem Ustroń i bardzo dobrze, bo samo miasteczko tonęło w smogu. Natomiast wyżej mieliśmy wspaniałe powietrze. Wynalazłem w lesie piękny sosnowy kosturek i codziennie wypuszczałem się, niezależnie od pogody na okoliczne górki.

Nie byłem w tym odosobniony, całkiem sporo ludzi doszło do wniosku, że od codziennych inhalacji serce się nie wzmocni, za to regularny wysiłek jest jak najbardziej wskazany.

Warto tu powiedzieć kilka ciepłych słów pod adresem personelu uzdrowiska, który robił co mógł, żeby zabiegi były jak najbardziej efektywne i jak najmniej stresujące. Niektórzy lekarze, bo było ich kilku, także ciężko pracowali, niestety ja nie trafiłem na takiego, mój robił dokładnie tylko tyle ile musiał i to niezbyt chętnie.

Ogólnie podsumowując pobyt w uzdrowisku Równica, nie poleciłbym nikomu leczyć tam serca. Chyba, że prywatnie, bo ludzie którzy tu się leczą opłacając prywatnie pobyt i zabiegi, traktowani są jako Vipy, odrębna kategoria.

Było to niesmaczne, jak byśmy my, finansowani przez NFZ byli ludźmi gorszej kategorii, a przecież pieniądze NFZ to nasze pieniądze. To należałoby zdecydowanie poprawić.

Przy wypisie otrzymałem zwolnienie lekarskie za cały pobyt plus dwa dni na dojazd i na tym skończyła się moja przygoda z sanatorium.

Jeszcze słowo o żywieniu, postanowiłem, że podczas pobytu nie będę dojadał, wytrwam na posiłkach serwowanych na miejscu. I tak się stało, sanatorium zatrudnia dietetyków, którzy ustalają menu, okazało się ono wystarczające, dość smaczne. Jedyną przegryzką na jaką się skusiłem były dodatkowe owoce. To, plus ruch między posiłkami, bo albo ćwiczenia albo wycieczki dały skutek taki, że przez trzy tygodnie zgubiłem kolejne 3 kg wagi, co było dodatkowym bonusem pobytu w Ustroniu.

Podsumowując, pod koniec pobytu ważyłem trochę mniej, za to wydolność serca zauważalnie wzrosła, wdrapywanie się na okoliczne górki coraz trudniejszymi podejściami już nie zatykało. Dzieciaki z wycieczek szkolnych zatrzymywały się, gwałtownie łapiąc powietrze a ja spokojnie piąłem się w górę. Na początku też nie mogłem złapać tchu, stawałem i udawałem że robię super ciekawe zdjęcia, bo uważałem, że to obciach tak dyszeć 😉

Jednym słowem pobyt w sanatorium ma sens, warto jednak, by kierujący lekarz podkreślił grubo flamastrem, że chodzi o placówkę KARDIOLOGICZNĄ, gdzie opieka kardiologa jest zapewniona. Co prawda NFZ rzadko bierze pod uwagę sugestie lekarza, ale kto wie?

Korzyści z pobytu w sanatorium

  1. treningi wysiłkowe pod opieką trenera
  2. spokój, oderwanie od codziennych trosk, możliwość zajęcia się sobą

  3. możliwość zadbania o inne dolegliwości jak kręgosłup, stawy, cukrzyca (prowadzone są szkolenia dla cukrzyków)

  4. 3 tygodnie regularnego treningu poza sanatorium, w terenie

  5. możliwość zgubienia kilku kilogramów

Jednym słowem warto wykorzystać taką możliwość

 

Dotychczasowe części cyklu:

Serce mamy jedno, nie ma co liczyć na duplikat Cz.I
Serce mamy jedno i nie ma co liczyć na duplikat. ZAWAŁ… Cz.II
Serce mamy jedno i nie ma co liczyć na duplikat. PO ZAWALE… Cz.III
Serce mamy jedno, nie ma co liczyć na duplikat-REHABILITACJA. Cz.IV
Serce jest tylko jedno…  POWRÓT DO ZDROWIA Cz.VI